#The_Beatz_Taker: Skok w bok Snoopa

#The_Beatz_Taker: Skok w bok Snoopa

Chyba żeby strollować sam siebie, włączyłem ostatnio płytę Snoop Dogga. Trzecią jego, ale dla mnie pierwszą, którą odsłuchałem tuż po premierze, będąc już wtedy pełnoprawnym rap-userem. Być może część z was nie pamięta takiego przedziwnego przypadku, ale kalifornijski raper czmychnął kiedyś spod drejowego pantofla i usiłował podbijać szołbiz na fali rozkręcającego się wówczas No Limits Records. A trzeba wam wiedzieć, że był to policzek wymierzony prawilnemu rapowi, do którego Dr. Dre także się ongiś zaliczał. Po latach okazało się, że Snoop wymierzając plaskacza swojemu dobrodziejowi, zranił przy okazji również muzykę.

Fanem pociesznego Doggy Liona nigdy nie byłem i to nawet kiedy ten znajdował się w szczytowej formie. Ale o “Da Game Is To Be Sold, Not To Be Told” czytałem z wypiekami na twarzy. Głównie dlatego, że pożerałem wówczas wszystko, o wszystkim, co tylko się rytmicznie rymuje. A Snoop się zaliczał. Jego przykład był w dodatku niezwykle płodny intelektualnie i dostarczał materiału do ożywionej dyskusji, na temat komercjalizacji hip-hopu, czy szerzej muzyki, czy szerzej sztuki. No bo jakże tak – z dobrej Kalifornii raczył przeprowadzić się do złej, ociekającej nowobogackim blichtrem Luizjany. O jego motywacjach można było dywagować bez końca, jednak złote zęby kolegów z crew mówiły – Snoopa do wytwórni Master P’iego przyciągnęły pieniądze.

Mądre głowy oceniające zjawisko złota wysypującego się z okładek albumów sygnowanych znakiem czołgu, wspominały o kulturowym tle, przez które miały być one mniej obleśne. Że dla chłopaka ze slamsów złote zęby i kajdany mają o wiele większą wartość, niż dla jego kolegi z białej części Ameryki. Można rzec nawet, że w tych świecidełkach materializowały się marzenia ciemiężonej części świata i to na niespotykaną nigdzie indziej skalę. Nie wiadomo tylko po co w ten południowy brud w ogóle pakował się pewien gagatek z Hoolywoodu.

Puściłem sobie tego Snoopa i oniemiałem. Całość zaczęła się, jak debiutancka kaseta Jeden Siedem, z bardzo podobnego okresu. Z tą różnicą, że tu dało się słyszeć snoopowe radosne zamulone zawodzenie. To samo, co zawsze, ale jakby… bardziej zamulone. Te nawijki nie powinny mieć nigdy miejsca i nie miałyby, gdyby za sterami siedział w dalszym ciągu Dr. Dre. Ten sam Dre, którego szczerze nienawidziłem, a którego zaczalem doceniać, kiedy nauczyłem się dostrzegać w muzyce więcej, niż melodię i instrumentarium. W muzyce… w pewnym momencie słuchania “Da Game…” – prawdopodobnie, by zagłuszyć dźwięki wydobywające się z głośnika – zaszumialo mi w głowie pytanie, czy to to na pewno muzyka. Po bardzo przeciętnym początku, nastąpiła dirty-southowa orgia, która przypomniała mi o tym, jak temu gatunkowi w owym czasie daleko było do dzisiejszego trapu, a także pozwoliła docenić postęp, w starciu z bezduszną materią komputerową, który poczyniła ludzkość.

Kilka lat temu przez internety przetoczyła się wiadomość, że najbogatszym muzykiem na świecie jest nie kto inny, jak właśnie wspominany tutaj z taką czułością doktorek. Jeśli myślicie, że wszystko, co spłynęło do jego kieszeni, wzięło się z jego kariery – to szczęśliwie nigdy nie zagłębiliście się w proces produkcji muzyki. Jak na rapera i producenta przystało, większość bejmów zarobił na rapie właśnie, tyle, że nie swoim. Nie sposób wymienić wszystkich gwiazd i gwiazdeczek powołanych do życia przez autora “Chronika” – po Snoopie byli to m.in. Eminem, Xzibit, 50 Cent, Kendrick Lamar i wielu innych, których nie spamiętałby nawet najbardziej wnikliwy followers. W filmie Ice’a T, Andre Young wspomina, że niedawno wyjechał na pierwsze wakacje, w których pozwolił sobie na blisko dwutygodniowy rozbrat ze studiem. Pierwsze od czasu rozpoczęcia pracy… Gość, jak widać, naprawdę ciężko pracował na to, by zmienić muzykę rozrywkową – co niestety się jemu udało.

Snoopowe niepowodzenie w No Limits, a także jego późniejsze triumfy u boku Dreia, pokazują, jak ważny dla każdego rapera, jest gość, który trzyma dźwięk, jak i samego rapera w ryzach. Oraz, że nikt nie lubi lamusów, którzy nie mają lepszych pomysłów na rozpieprzenie siana, niż obwieszanie się nim.

Szymon Igoronco

 

Szymon Woźniak
wozniak.szymon@gmail.com
No Comments

Post A Comment