#The_Beatz_Taker: Skała, jak beton, czyli kupujcie polskie rap pliki

#The_Beatz_Taker: Skała, jak beton, czyli kupujcie polskie rap pliki

Nie zrozumcie mnie źle. Do Małpy nic nie mam, a jeśli miałbym wskazać na coś konkretnego, to byłaby to masa szacunku. Jego pech polega jednak na tym, że nagrał kawałek, którego popularność liczy się w milionach wyświetleń (w sumie to nie jeden)… No dobra, żaden to pech. Poza tym, nie jego też wina, że jest produktem świata z jednej strony rozbuchanego do granic możliwości, z drugiej zaś ułomnego, przedstawiającego nasze społeczeństwo w krzywym zwierciadle. Nie tylko dlatego i tak, jak sobie to obmyślili jego twórcy.

Czasy, kiedy muzycy utrzymywali się głównie ze sprzedaży swoich dzieł – minęły. To truizm i sytuacja znana od dawna, z którą rozmaici grajkowie radzą sobie na różne sposoby, począwszy od koncertów, przez rozbudowywanie swoich tekstylnych imperiów, społecznościowe gierki, product placement i takie tam. Oczywiście – część z nich w dalszym ciągu wypuszcza na rynek co rusz to nowe produkty opakowane w fizyczny nośnik, co więcej – robi to z zyskiem. Jednak egzemplarze ich wydawnictw trafiają przeważnie na półki pasjonatów, ludzi zajętych muzyką, jak filatelistów zajmowało kiedyś zbieranie znaczków. Masa już tego nie kupi. No chyba, że w wersji elektronicznej. Ale to nie w Polsce.

Różne pomysły na przekonanie słuchaczy do legalnego kompletowania swojej cyfrowej audioteki przychodziły muzykom i innym ludziom z muzyki żyjącym. Niektóre wypaliły, inne ugrzęzły gdzieś na końcu internetu. Prócz elektronicznych hegemonów, takich jak Amazon, Apple, Google, za sprzedaż empetrójek wzięły się najróżniejsze platformy sklepowe czysto muzyczne. Dla preferujących pozostanie na uboczu, stworzono też alternatywne, bardziej sprofilowane rozwiązania, jak BandCamp. W polskim hip-hopie – tym i tak najlepiej rozwiniętym rynku muzycznym w kraju – największy dotąd deal na sprzedaży plików zrobiło Prosto, opychając od groma dzwonków na telefon, za które gawiedź płaciła smsami. Do artystów, czy nawet wytwórni trafiała marna część pieniędzy wydanych przez słuchaczy. Ale nie trzeba było ich przynajmniej niczego uczyć, zmuszać do używania karty kredytowej, czy innej elektronicznej płatności, ani zapraszać na żadną, obcą im platformę. Wystarczyło, że zostali na youtube’ie i chwycili telefon w dłoń.

Przed laty raperzy w brawurowy sposób wytłumaczyli słuchaczom, dlaczego powinni oni kupować płyty rodzimej sceny. Argumentów było aż nadto, tajemnica sukcesu akckcji polegała jednak na tym, że, by przekonać ludzi do płacenia im pieniędzy, nie musieli na chwilę nawet wychodzić ze swojej artystycznej formy i społecznej roli. Ale taki był ten hip-hop – bezkomprowisowy i dobitny. Dzisiaj to tylko wspomnienie. Raperzy i otaczający ich przedstawiciele najróżniejszych profesji. rozsiedli się wygodnie na z trudem wywalczonych sobie pozycjach i pilnują, by nikt ich nie zajął. Niektórzy płyt nie nagrywają wcale – być może dlatego, że tym razem nie mogliby poprzestać na “Kilku numerach o czymś”, może tym razem powinni zrobić już “Całą płytę o czymś”. A może nie znajdują żadnego powodu, by się o to postarać. Przemysł rapowy rozrósł się do takich rozmiarów, że jak tylko będą chcieli znajdą dla siebie miejsce na każdej jego gałęzi. Ważne by mieć nazwisko.

Dlatego też, co bardziej rezolutni rapartyści wypuszczają single, do których robią klipy, a antologia polskich hitów wszechczasów przyjmuje je jak swoje. Wszyscy słyszeli, wszyscy mają gdzieś na dysku, tylko nie wiadomo kurwa skąd. Z ciekawości wszedłem na jeden z większych rymowanych przebojów ostatnich lat, który nie wszedł nigdy na żaden album. I wiecie co, w cywilizowanym internecie nie sposób nabyć, żadnym legalnym sposobem, tego cuda, które kiedyś stało się udziałem Małpy z Donatanem. Żaden iTunes, BandCamp, Amazon, ani Społem. Ściągnij se.

I jest w tym coś obleśnego. Może nie w samym piraceniu muzy, bardziej w zmuszaniu do tego swoich słuchaczy. Okazuje się, że można wypuścić kawałek raz na trzy lata i nawet nie udawać, że to właśnie na nim, podstawowym środku swojego artystycznego wyrazu, chce się zarobić. Któż miałby zmienić tę tendencję, ucząc w ten sposób słuchaczy świadomego budowania swojej płytoteki, czy wspierania ulubionych twórców – jesli nie hip-hopowcy właśnie? Ktoś będzie musiał, bo ci najwyraźniej nie mają zamiaru schylać się po drobne, dodawając linki odsyłające do możliwości kupna ich produktu. Dekadę po tym, jak w całej Polsce rozbrzmiewało hasło: “kupujcie polskie rap płyty” – pierwszymi, którzy przestali wierzyć w jego sens, okazali się raperzy. Zbyt dużo mają bonusów i innych biznesów, by mogli zajmować się takimi drobiazgami, jak sprzedaż muzyki. Za dobrze im na jutubku, który – także za ich sprawą – stał się dla Polaków telewizją, grającą szafą, szkołą – w jednym, Szkoda tylko, że rezygnując z otrzymania z godziwej gratyfikacji, za czas włożony w rozbudowywanie warsztatu i proces artystyczny – zgubili gdzieś sens. Bo dzisiaj w tym zamieszaniu, z pewnością chodzi o wiele rzeczy, ale samą muzyką – juz w bardzo znikomym stopniu.

Szymon Woźniak
wozniak.szymon@gmail.com
1Comment
  • Orski Krzysztof
    Posted at 14:15h, 04 sierpnia Odpowiedz

    Zgodzę się co do tego że głupotą jest uniemożliwianie słuchaczom legalnego nabycia swoich dzieł poprzez internet, aczkolwiek poniekąd też rozumiem dlaczego tak się dzieję. Otóż chyba muzycy myślą że słuchacz to sobie i tak ściągnie, legalnie czy nie. Dlatego też płyta stała się poniekąd towarem luksusowym, a przynajmniej napewno nie dla każdego. Nie ma kultury kupowania plików, robią to jedynie zapaleńcy i didżeje, natomiast zwykłemu zjadaczowi chleba wystarcza ten jutub. Niestety nikt nie wie, jak bardzo ten serwis, wspaniały skądinąd do innych celów, nie nadaje się do słuchania muzyki. Nikt nie wie, że dla każdej innej jakości niż hd 1080p jutub koduje pliki audio do mp3 w rozdzielczości 128kbps. A nawet w tej najwyższej jutubowej jakości pliki sięgają jedynie rozdzielczości 256kbps, co jest po prostu przestępstwem w stosunku do muzyki. Do tego dochodzi jeszcze kwestia transkodowania – jeżeli wrzucasz do jutuba mp3, to zostanie ona jeszcze raz przetworzona do mp3, ale gorszej jakości również przez sam proces transkodowania. Ech, szkoda gadać, takich rzeczy powinny uczyć w szkołach, uwrażliwiać ludzi na to. Albo najłatwiej – niech każdy sobie kupi płytę HV/NOON, którą nigdy chyba nie przestanę się zachwycać, i posłucha – raz na youtube a raz z płyty. Wszystko się od razu wyjaśni, obiecuję. Natomiast jeżeli kogoś nie stać na płytę (serio, są tacy ludzie?), to niech chociaż kupi tą legalną mp3kę albo jeszcze lepiej wave’a lub flac’a, przynajmniej oszczędzi sobie efektów transkodowania.

Post A Comment