#the_beatz_taker: Rap, czy hip-hop? Oto jest (głupie) pytanie

#the_beatz_taker: Rap, czy hip-hop? Oto jest (głupie) pytanie

Od dłuższego czasu prowadzę z przyjacielem dyskusję o tym, gdzie można nakreślić granice hip-hopu. Zresztą nie tylko z nim. Wiem, że to problem pierwszego świata, ale skoro są ludzie, których to zajmuje, a wśród nich aż tylu jest w błędzie… 

Przez lata na pytanie, czym się różni rap, od hip-hopu , bez zająknięcia, wyrwany w środku nocy, zacząłbym wykład o kulturze, co zrodziła się w nowojorskich slamsach i muzyce, która towarzyszyła jej niemal od samego początku., a następnie zagarnęła dla siebie cały fejm i zaczęła być reprezentacją dla olbrzymiego, rosnącego w siłę w nieprawdopobnym tempie, ruchu. Byłaby to najprawdziwsza, a na pewno najbardziej prawilna prawda. Widać nauki KRS One’a nie poszły na marne. Podobnie, jak zastępy dobrze wyedukowanej hip-hopowej gawiedzi, wiedziałem co to hip-hop, dziwko. Tym niemniej, dzisiaj to rozróżnienie uważam za dość naiwne. A usłyszane w 2015 r. sprawia wrażenie szczególnie głupiego. W 2014 i 2013 zresztą też.

Trudno jest podzielić społeczeństwo na kategorie podług ich muzycznych upodobań. A już na pewno nie byłby to podział odpowiadający temu wizualnemu – nie każdy gość, który wygląda na fana rapu musi rzeczywiście go słuchać. Taki mamy klimat. Nawet ci słuchający nie muszą mieć przecież wiedzy o dokładnej nomenklaturze i systematyce ulubionej muzyki. A czymże jest ta ulubiona muzyka? Od czasów, w których Kris nauczał o trzech (a może czterech) elementach, dokonało się w jej ramach tyle dźwiękowych i brzmieniowych rewolucji, że nie sposób ująć ją w nawet najbardziej wymyślne definicje. Zwłaszcza jeśli te pochodzą sprzed ponad dwudziestu lat. Dlatego, przy całej sympatii, przepytujący przechodniów z tego, co hip-hopem jest, a co nie, Glova, kojarzy mi się z polonistką, która przyłapała gagatka na powiedzeniu słowa „fajnie”. A jak wiadomo, takowe nie istnieje. Tylko, że kurwa istnieje.

Mam uraz do tego starego skostniałego hip-hopu, co obrósł w posągi w tempie, którego pozazdrościć mogłyby jemu najbardziej obrotne kościoły. W Polsce przyjęliśmy tę piękną historię z Harlemu, Bronxu i Brooklynu, jak religię. Doktryna, kult, obrządek – pełen pakiet. Ale też nie wszyscy. Rap rozrósł się w różne strony i wyszedł daleko poza hip-hop. Tak kulturowo, jak i muzycznie. Tak, daleko poza hip-hop. Bo hip-hop jest wciąż kulturą, ale dość niszową. Jest także pewnego rodzaju postawą, zjednoczeniem w kreatywności. Energią. Jest wreszcie muzyką – nazywaną tak od momentu, kiedy rozrastający się oddolny nurt wdarł się do mainstreamu. Jest też tańcem (odłam tańców jazzowych). Ale to muzyka – jako najbardziej socjalna z muz, rozsławiła hip-hop na cały świat. Bardzo łatwo ją wyodrębnić od reszty rapowanych utworów i tworów. Czy MC Hammer to hip-hop? Szczerzę wątpię. Czy Nas to hip-hop – jak najbardziej. Czy ASAP Rocky to hip-hop? Bywa, że tak. Ale nie zawsze. Bo ten nowy rap, to nie hip-hop. Mówił o tym Chuck D, wspominając o żywotności i optymizmie drzemiącej w muzyce, którą pokochał. Darł się o tym ze sceny Pih, przerywając koncert Quebonafide (ponoć na „Euforii”) i choć bez wątpienia beka z typa, to – czy nie miał racji? Z drugiej strony – czy jest o co drzeć szaty? Przykładanie do tego, co się dzieje dzisiaj systemu zachowań i wartości rodem z jakiś tam przedmieść, dawno temu w Ameryce, ma tyle samo sensu, co branie jeden do jednego całej opowieści sprzed dwóch tysięcy lat w Palestynie. Inna sprawa, że można też żyć bez żadnej religii.

* * *

W moim, nazwijmy to, biurze, w którym teraz siedzę jest dużo hip-hopu. Ziomek z biura projektowego dzisiaj naprawił mi głośnik, ale też nie chciał się podzielić swoimi przedziwnymi, acz wykurwistymi beatami – bo do czego będzie rapował, jak nagle mu się zachce rapować? Z jego pokoju dobiega dźwięk któregoś z albumów Kool G Rapa, ale walczy o atencję z odgłosami wydobywajacymi się ze studia opanowanego przez Mordor Muzik – typowym dla nich, brytyjskim graniu. Przed chwilą przeszedł gdzieś tu Ginger, spytałem go, czy grime, jest rapem. – A może rap jest grimem – odpowiedział. I dla mnie to już za dużo jebania. Ja tam sobie słucham muzyki beatowej.

Ale powiedzcie. Czy to, to wszystko, to nie hip-hop właśnie?

 

Szymon Woźniak
wozniak.szymon@gmail.com
1Comment

Post A Comment