#The_Beatz_Taker: Jestę trendsetterę

#The_Beatz_Taker: Jestę trendsetterę

Prace nad płytą – jak to prace nad płytą – się przedłużają. Trochę w życiu płyt już nie wydałem, dlatego zaczynam się pomału i momentami stresować. Jest to strach irracjonalny, bo cóż złego może się stać? W dodatku nie wygląda, by to co zrobiliśmy, a raczej robimy, miało się w najbliższym czasie zdezaktualizować. Ale wiecie…

Nie dawno ziomek podzielił się ze mną treścią rozmowy z kumplem, której przedmiotem były beaty. Chodziło o ich dobór. Ponoć przewinął się gdzieś tam mój przykład. Że biorę je od wielu producentów, w różnych gatunkach i tempie, a te, pomimo to jednak pasują do siebie. I że przez to te beaty są tak jakby moje, że ja je zrobiłem, niby – choć jasnym jest, że nie przyłożyłem ręki. Tę mam do beatów – tak mówią. Tyle, że chodzi nie o ich tworzenie, a wykorzystywanie. Może jest coś na rzeczy. Od początku mojej rapowej przygody dumnie reprezentuję siedzenie za plecami producenta i wtykanie nosa w jego robotę. Będzie już z piętnaście lat. Przez tyle czasu idzie się czegoś nauczyć. Zwłaszcza, jeśli się coś lubi. A ja muszę to lubić, skoro tyle dni, tygodni i miesięcy spędziłem przed nieswoimi monitorami.

Sztuka rządzi się przedziwnymi prawami, które zdają się być wypadkową zasad marketingu narracyjnego i hierarchii zbudowanej na prestiżu, podobnej do tej z antropologicznych opowiastek o indiańskich systemach społecznych. Ilu ludzi maluje, malowało, namalowało obrazy, a ilu je sprzedaje, sprzedało, sprzeda? Czynnikiem odróżniającym tę garstkę szczęśliwców, od całej reszty amatorów jest – prócz warsztatu, wyobraźni i artystycznego wyrazu – głównie kontekst. Podobnie sprawa się ma z beatami. Beatmaker – szczególnie w kraju takim jak Polska, gdzie scena muzyki elektronicznej nie istnieje nie ma się najlepiej – potrzebuje jakiegoś punktu zaczepienia, chwili na prezentację, miejsca na nazwisko w tytule filmu na YT. Opowieści. Najłatwiejszym rozwiązaniem wydaje się być opcja telefonu do rapera, który załatwi wszystko po kolei, jednak znalezienie odpowiedniego rapera, nie jest znowu przecież takie łatwe. Odpowiedniego, czyli – w tym przypadku także – takiego, któremu odpowiada wejście na twój pokład. Bo robienie podkładów dla raperów, to jednak całkiem inna zabawa.

Zarówno poprzednie moje albumy, jak i przygotowywane teraz “Za długie nie czytaj” powstały w oparciu o owoce pracy producentów muzyki elektronicznej, którzy raperów raczej nie potrzebują. Większość z nich przemyca w swoich beatowo-bassowych kostrukcjach swoje korzenie, puszcza oko do hip-hopowych fanów, ale za nic nie pozwala się zamknąć w jeden sztywny, prawilny uniform. Oni swoje dzieła już sprzedali, nie potrzebują naganiacza z majkiem, jako nośnika dla swojej reklamowej treści. Zresztą, mało który raper wpadłby na pomysł, by wziąć od nich beaty. Dubstep z wiertarami, trap, czy drum’n’bass – wielu próbowało, można o nich głupio rzec, że pomylili odwagę z odważnikiem. Tym większe jest zdziwienie niektórych, gdy zapraszam ich do współpracy. Dostałem niejednego kosza, z wielu projektów wyszły nici, ale coś tam jednak udało się ukulać. i to hula nawet, buja. Tak to działa, ewolucja twórcza #HenryBergson. Ja postanowiłem nie przeszkadzać, choć gadam cały czas właściwie, to muzyka jest na pierwszym planie, to ona prowadzi mnie i słuchacza. Co wcale nie jest takie oczywiste.

Odpalając kolejną tegoroczną produkcję, która trafiła na głośniki i języki, w czasie kiedy “ZDNC” się robi przyłapuję się nieraz na westchnięciu z ulgą, kiedy odkrywam, że w dalszym ciągu nikt nie zapuścił się w eksplorowane przez nas rejony. I w sumie nic dziwnego. Ze zmieniającą się w zawrotnym tempie rapową sceną spotykamy się dziś w tym samym miejscu, nieopodal, ale jakże różne są drogi, którymi tutaj doszliśmy. Oni cały czas idą do producenta po podkłady, a nie szukają muzyki, do którego to zadania zostało powołane The Beatz. Bo właśnie o to chodzi w tym całym zamieszaniu – zbieranie muzyki i sfer, i podanie jej. Sporo jej dookoła, trzeba więc wziąć się do pracy.

Część z tej muzyki zagrabię ja, jako się rzekło w tytule tego cyklu, ale z pewnością zostanie wiele kąsków także dla was. Do słuchania. Spodziewajcie się wszystkiego, tylko beat nas ogranicza. Ale co to za ograniczenie?

_
PS. Na dowód, że teza zawarta w tytule jest prawdziwa załączyliśmy mój ostatnni designerski wynalazek

Szymon Igoronco

Szymon Woźniak
wozniak.szymon@gmail.com
No Comments

Post A Comment