Behringer Model D panel czołowy - theBeatz (via ASK.Audio)

Behringer Model D – być jak Robert! Pierwszy prototyp nowego syntezatora od Behringer.

Behringer Model D

Behringer Model D to najnowszy projekt firmy Behringer – zdecydowanie jednej z największych korporacji muzycznego świata. Uliemu Behringerowi udało się z małego jednoosobowego przedsięwzięcia zajmującego się produkcją efektów gitarowych, stworzyć prawdziwe imperium technologiczne. Jak? Cóż, to tajemnica poliszynela, z którą wiąże się także nie najlepsza reputacja Behringera, jako producenta sprzętu muzycznego – ulokowana mniej więcej na poziomie chińskich wynalazków typu Medeli.

Behringer Model D - theBeatz (via SoundOnSound)

Trzeba przyznać, co prawda, że wraz z postępującą ekspansją i wykupywaniem mniejszych firm (a wraz z nimi – technologii), jakość wyrobów Behringera znacząco się poprawiła. Niedawno udało im się nawet stworzyć niezaprzeczalnie świetne urządzenia, takie jak mikser X32 oraz, oczywiście, DeepMind 12.

Behringer Model D prototype (via SonicState.com)

Niestety z filmu ciężko ocenić walory brzmieniowe, ale Nick Batt z Sonic State nie sprawia wrażenia szczególnie urzeczonego.

Po sukcesie DeepMinda Uli zapowiedział mozliwe przyszłe klony

klasycznych syntezatorów odtworzone przez jego inżynierów, nie podając przy tym zbędnych szczegółów.

I oto jest – kolejny syntezator behringera, klon słynnego Mooga Model D, w cenie… prawie dziesięciokrotnie niższej, czyli 399 USD (vs. 3499 USD za Minimoog Model D). Co prawda, brakuje klawiatury, ale… już trudno. Obędzie się.

Po prezentacji nowego projektu Behringera nasuwa się jedno pytanie – czy szał na sprzętowe syntezatory nie zaszedł za daleko?

Sytuacja bowiem wydaje się analogiczna do tej na rynku wtyczkowym, gdzie rekreacje “klasycznych” urządzeń od dawna rządzą bankietem. Niby nic dziwnego, każdy muzyk chce mieć “to brzmienie” kojarzące się z utworami ulubionych artystów i chociażby w tym sensie “być jak oni”. Ten trend napędzany sentymentem i – powiedzmy to sobie szczerze – próżnością, bardzo odpowiada producentom, którzy nie muszą wymyślać kolejnych wtyczek czy instrumentów. Wystarczy żeby dziad w brodzie i truckerce powiedział na filmie promocyjnym że 50 lat temu miał to w studio i że to dodaje niesamowitej głębi trójkątom, której brakuje amatorskim produkcjom.

Natomiast w istocie powstaje kolejna (mimo wszystko zawsze niedoskonała) kopia – i właśnie takie wrażenie można wynieść z projekcji filmu przedstawionego powyżej.

Prawdopodobnie dlatego Nick nie jest zbytnio zaaferowany.

Behringer Model D Prototyp - theBeatz (via FACT.Mag)

Lepszy opis (via ASK.audio)

Wcześniejszy prototyp (via FACTmag.com)

%d bloggers like this: